Problem zanieczyszczenia nocnego nieba sztucznym światłem jest problemem zupełnie nowym dla obywateli Polski. Tylko wybrane grupy społeczne jak astronomowie, ekolodzy itp. zdawały sobie sprawę od paru lat z problemu jaki dotykał coraz większe obszary naszego kraju. W latach 70 i 80 ubiegłego stulecia z racji ówcześnie obowiązującego ustroju, problem zanieczyszczenia sztucznym światłem nie był jeszcze tak znaczący. Stosowano wówczas stare, pełne osłony na latarnie oraz szerokie abażury bez powszechnie dzisiaj montowanych wypukłych kloszy w oprawach. Trudno stwierdzić czy ówczesne projekty opraw ulicznych były projektowane z myślą o ochronie ciemnego nieba, czy też był to wyłączny zbieg okoliczności podyktowany np. lepszą widocznością ludzi chodzących po ulicach, a tym samym mniejszym rozproszeniem światła na oknach domów. W małych miejscowościach i wsiach można jeszcze spotkać takie oprawy latarni ulicznych z często już nowymi żarnikami sodowych lamp wysokoprężnych.

Aż trudno uwierzyć, że do dnia dzisiejszego spełniają one w pewnym stopniu rolę ochrony ciemnego nieba nie emitując zbędnego światła ponad linię horyzontu. Aby to sprawdzić, wystarczy porównać mozaikę dwóch poniższych zdjęć. Latarnia po lewej to stary typ oprawy. Po prawej nowy, wypukły. Obie latarnie oświetlają praktycznie taki sam obszar znajdujący się pod nimi, jednak w przypadku oprawy po prawej, widać zjawisko olśnienia oraz emisji światła ponad linię horyzontu.

Również technologia oświetleniowa zarówno uliczna jak i reklamowa wykorzystująca mało wydajne źródła świetlne, nie stanowiła w latach 80 jeszcze szczególnego zagrożenia dla ciemnego nieba w Polsce. Za to poważnym problemem było wówczas zanieczyszczenie powietrza przez funkcjonujące w tych latach pełną parą kopalnie, huty i fabryki (szczególnie w Polsce południowej – na Śląsku i w Zagłębiu). Poziomy widoczności i jasności gwiazd osiągały wtedy bardzo kiepskie rezultaty z racji dużego zadymienia i braku przejrzystości atmosfery. Zarówno w tych latach jak i teraz oazą ciemnego nieba są góry (w szczególności Bieszczady) oraz Pojezierze Mazurskie. Znikome wręcz efekty działalności ludzkiej w zakresie produkcji sztucznego światła, pozostawiały te regiony praktycznie nietknięte. Sytuacja zaczęła się pogarszać w latach 90 i po roku 2000, kiedy to głównie miasta i małe miejscowości powiatowe zaczęły się rozrastać, kładąc szczególny nacisk na reklamę świetlną oraz nowoczesną iluminację architektoniczną. Przyglądając się bliżej mapom satelitarnym publikowanym np. przez włoski instytut ISTIL, nie trudno zauważyć jasne punkty idealnie zbiegające się z położeniem takich miast jak Olsztyn, Biskupiec, Mrągowo, Szczytno, Augustów czy Ełk w północno-wschodniej Polsce, albo też Sanok, Krosno, Przemyśl i Rzeszów na południu. Lata 90 i pierwsze z nowego tysiąclecia to szczególny rozkwit sztucznego oświetlenia w naszym kraju. Masowo montowane bilboardy z oddolnymi halogenami, dziesiątki super i hipermarketów z olbrzymimi parkingami, reklamy świetlne na budynkach, podświetlanie obiektów sakralnych, nowe oprawy i rodzaje latarni ulicznych, znaczny przyrost ilości samochodów, aż w końcu powoli powstająca, ale wyjątkowo mocno i niewłaściwie oświetlana sieć dróg szybkiego ruchu i autostrad to tylko przedsmak tego, co czeka nas w przyszłości, gdy Polska podzieli “świetlny los” zachodnich krajów Europy. Powierzchniowo nasz kraj jest całkiem sporym obszarem w porównaniu do chociażby sąsiednich Czech, dlatego też może nieco zaskakiwać fakt uchwalenia przez czeski rząd ustawy o ochronie nocnego nieba w tym kraju i jednoczesny brak nawet namiastki takiego aktu prawnego w Polsce. W efekcie ciemne niebo już za parę lat może stać się wyłącznie tematem legend i opowiadań oraz prezentacji zdjęć astronomicznych z poprzedniego stulecia.

Aktualnie największy problem zanieczyszczenia światłem dotyka ponownie Śląska i Zagłębia oraz największych miast takich jak Warszawa, Wrocław, Poznań, Gdańsk czy Kraków, gdzie łuna sięgająca nawet 20-30º sfery niebieskiej nad horyzontem, widoczna jest z odległości kilkudziesięciu kilometrów od danego miasta zanieczyszczając tym samym ciemne niebo w wielu innych, mniejszych wsiach i miejscowościach.

Często przebiegająca przez zupełne “pustkowie” aglomeracyjne droga szybkiego ruchu lub rzadziej spotykana autostrada, emituje w atmosferę tyle światła, że zanieczyszcza z pozoru niezabudowany teren bardziej, niż na obrzeżach innego, większego miasta. Takiej sytuacji oświetleniowej na wcześniej opisywanych mapach nie zarejestrujemy, mimo jednak tego problem istnieje i jest zauważalny z poziomu horyzontu. Głównym źródłem niepożądanej ucieczki światła w atmosferę nad Polską jest problem wypukłych kloszy latarni ulicznych montowanych we wszystkich miastach i miejscowościach nawet poniżej 1000 mieszkańców. Mało która miejscowość posiada modele odmienne od powszechnie stosowanych latarni sodowych, odpowiadających za tak dobrze wszystkim znaną łunę koloru pomarańczowego. Szacuje się, że około 90% gmin wiejskich, ponosi corocznie straty w wysokości od 20 do 40% kosztów rzeczywistego oświetlenia dróg i ulic. W miastach sytuacja wygląda jeszcze gorzej i może sięgać nawet połowy nakładów ponoszonych na oświetlenie nocne.

Raport CN 2007 przygotował zespół opracowujący strategię ochrony ciemnego dla obszaru Żywiecczyzny.
Stowarzyszenie POLARIS - OPP,  program Leader+, LGD1.

JJ Social Slider